Historia Seeds of Love
Jeżdżę samochodem z tablicą rejestracyjną THC-420. To Jaguar – piękny, zadbany, dziewiętnastoletni i wciąż w szczytowej formie. Ci, którzy wiedzą, o co chodzi, robią sobie z nim selfie. Inni patrzą w milczeniu i kręcą głową.
To wiele mówi o tym, jak podchodzę do swojej pracy.
Nazywam się Juha „Jude" Vihervaara. Mam 69 lat i pracuję na pełen etat. Nie dlatego, że muszę – ale dlatego, że chcę.
Zacznijmy jednak od początku. Bo ta historia nie zaczęła się od pomysłu na biznes.
Młody bramkarz i błędna decyzja
W 2015 roku przeczytałem artykuł o młodym bramkarzu hokejowym o nazwisku Richard Ullberg. Publicznie opowiedział o swoich osobistych trudnościach. Wspomniał też, że znalazł pomoc dzięki konopi – i że jego testy antydopingowe były czyste, a on sam nie zażywał już niczego.
Drużyna, w której wtedy grał – Kokkolan Hermes – rozwiązała z nim umowę.
Nie uważałem tego za słuszne. To było tchórzostwo. Drużyna powinna była stanąć po stronie swojego zawodnika.
Napisałem o tym na Facebooku – nie jako aktywista, lecz jako człowiek z własną opinią. Żona poprosiła mnie, żebym usunął wpis, bo jej praca w służbie zdrowia stała w poważnej sprzeczności z tym, co napisałem. Stygmat związany z konopiami jest potężną rzeczą – przylepia się, świadomie lub nie, i przenosi również na bliskich. Wziąłem ją pod uwagę.
Ale myśl nigdzie nie zniknęła. Jeszcze tego samego wieczoru narodził się pomysł: założyłem internetowy magazyn Marjaana.fi, w którym zacząłem publikować wiadomości o konopiach. Pismo szybko znalazło swoich czytelników.
Do Pragi i z powrotem – jako inni ludzie
Jesienią 2015 roku jeden z czytelników Marjaany wspomniał mimochodem, że w Pradze odbywa się targi konopne – Cannafest. Pomysł takich targów był dla mnie nowy i postanowiliśmy pojechać zobaczyć, o co chodzi.
Ta podróż zmieniła wszystko.
Na targach zobaczyliśmy szerokość, jakość i możliwości branży w zupełnie nowym świetle. Po powrocie do domu pomysł był jasny: sklep internetowy specjalizujący się w waporyzatorach. O nasionach nie śniliśmy jeszcze nawet przez chwilę. W grudniu 2015 roku dokumenty firmowe trafiły do rejestru przedsiębiorców.
20 kwietnia 2016 roku – w Dniu 420 – sklep internetowy otrzymał pierwsze zamówienie.
Był to czerwony waporyzator Firefly. Klientka szukała ulgi w bólu. Miała raka piersi.
Nie zapomniałem o niej.
Kiedy prawo jest po twojej stronie, ale prawie nikt inny nie jest
Po pierwszym roku działalności przestudiowałem fińskie prawo i stwierdziłem: nie ma żadnych prawnych przeszkód dla importu nasion. Zacząłem ostrożnie i szybko się rozwinąłem.
Urząd celny otwierał każdą naszą przesyłkę. Za każdym razem. Paczki przychodziły zaklejone taśmą z napisem „Otwarto przez urząd celny", zawartość skontrolowana. Fotografowałem je wszystkie i publikowałem na Instagramie. Dzwoniłem do urzędu celnego za każdym razem – uprzejmie, ale stanowczo – bo nie mieli żadnych prawnych podstaw, żeby blokować import. Nasze paczki od lat nie są już otwierane.
Banki były trudniejszym przypadkiem. Nasze konta zostały zamknięte. Nowych nie otwarto. Musieliśmy prowadzić biznes w gotówce. Skarb Państwa trzeba było zmusić do zaakceptowania tego, że regularnie przychodziłem do urzędu skarbowego i płaciłem tysiące euro w gotówce. Ludzie zaczynają cię znać, gdy przychodzisz wystarczająco często. Składki emerytalne kierowaliśmy też bezpośrednio do komornika, bo komornik przyjmował gotówkę.
Pewnego razu pojechałem do Europy Środkowej, żeby zapłacić naszym dostawcom. W bagażu podręcznym miałem 100 000 euro w gotówce. Na kontroli bezpieczeństwa przyglądano mi się przez długą chwilę.
Mimo to nie poddaliśmy się. Nie poddajemy się i dziś.
To ludzie to robią
Zbudowałem wokół siebie zespół, z którego jestem dumny. Nie twierdzę, że jestem największym ekspertem od wszystkiego w branży – jeśli chodzi o waporyzatory, mam wyraźną wizję, w świecie nasion ufam swojemu zespołowi. A ten zespół jest wyjątkowy.
Nie przyszli do nas ludzie, którzy po prostu szukali pracy. Przyszli ludzie, którzy kochają tę branżę. To zaangażowanie i pasja widoczne są każdego dnia – w znajomości produktów, w obsłudze klienta i w sposobie, w jaki mówimy o tym temacie. Tego nie można kupić ani nauczyć. Albo jest w człowieku, albo go nie ma.
U nas jest.
Dlaczego kontynuujemy
Próbowano nas powstrzymać na wiele sposobów. Banki nam nie służą. Wielu konkurentów podąża naszymi śladami, nie wymyśliwszy niczego samemu. Społeczeństwo traktuje naszą legalną działalność, jakby była czymś wstydliwym.
A jednak trzymaliśmy linię. Nie wdaliśmy się w nic nielegalnego. Nie poddajemy się. Nie przepraszamy za to, co robimy.
Jestem 69-letnim emeritem, który każdego dnia jedzie do pracy Jaguarem z tablicą THC-420. Sklepy w Helsinkach, Turku i Kouvoli. Sklep internetowy dla całej Europy.
Ktoś musiał zacząć. My zaczęliśmy.
– Juha „Jude" Vihervaara, Seeds of Love